Jakieś dziwne uczucie mnie dopadło... takie którego uwielbiam doświadczać a jednocześnie nienawidzę.
Bo mnie dzisiaj jakoś na zadumy tory wieczór skierował 8).
Kolejne wpisy w moim
art journalu.
Uwielbiam patrzeć na niego jak rośnie. Staje się coraz grubszy... i jest jakiś taki dziwnie magiczny w swej prostocie (przynajmniej w moim odczuciu...ale to pewnie dlatego, że jest mój ahahaa)
Taki wpis bo mnie ostatnio właśnie takie myśli nawiedzają.

i lżejszy. Ze zdjęciem które ukradłam Nuli :* :D

Po raz pierwszy nie odczułam, że są już wakacje.
Jakoś mnie tak wszystko w tym roku omija... całe to zamieszanie.
Wczoraj siedzieliśmy z kumplem w knajpie, sączyliśmy kolejne piwo (no chociaż tego tempa sączeniem nazwać raczej nie można...) i dumaliśmy nad sensem naszego bytu na Ziemi ;).
Żałuję, że nie jestem tak oczytana jak on. Żałuję, że nie dorównuję mu intelektem... (bo skubaniec ma wiedzę aż paruje). Ale chyba przestanę tego żałować bo... bo dobrze, że jest i że chociaż na chwilę może poopowiadać o tym czego nie wiem. I mogę przenieść się w świat, który niby tak dobrze znam a tak naprawdę nie znam wcale.
łe, słaba jestem w tych filozoficznych gadkach ;), idę spać.
Jaszka która ciotką wredną zostanie bo Bridulcowi mojemu brzuchol rośnie... :* :D